Beyond the Tourist Script

Italy as it is

Okolice Rzymu bez tłumów: Szlak Trzech Wiosek (Cammino dei Tre Villaggi)

Hikes near Rome. The dark interior of the ancient Etruscan Tomba Margaretha, showing two hand-carved stone columns supporting a rock ceiling with carved beams and funeral stone platforms.

Rzym – najbardziej obłożone turystami miejsce we Włoszech, przez co wydaje się, że każdy zakątek w Lacjum też może tak wygladać. Ale nie, okolice Rzymu bez tłumów – gromad Amerykanów czy Japończyków z aparatami istnieją, np. Cammino dei Tre Villaggi (Szlak 3 Wiosek).

Wprawdzie może byc tam dużo tubylców, ale wybierając odpowiedni dzień, po drodze nie uświadczysz żywej duszy. Ale martwe – a i owszem.

Łączące trzy wioski Cammino dei Tre Villaggi ma 20 km długości i można je przejść odcinkami.


Szlak Trzech Wiosek

Nazwa Szlaku: Cammino dei Tre Villaggi (Szlak Trzech Wioski)

Lokalizacja: Tuscia, Prowincja Viterbo, Lacjum (1,5 godziny na północ od Rzymu)

Całkowity Dystans: 20 kilometrów

Główne Atrakcje: Etruskie grobowce wykute w skale, Regionalny Park Marturanum, Wąwóz Biedano, 3 średniowieczne wioski

System Pielgrzyma: Paszport-mapa za 5 €, zbieranie pieczątek po drodze w lokalnych punktach w wioskach

Okilice Rzymu bez tłumów. Drewniany słupek z biało-niebieskim drogowskazem w kształcie strzałki skierowanej w lewo, z napisem „C3V CAMMINO DEI TRE VILLAGGI”. W tle widoczny jest gaj oliwny, trawiasta ścieżka oraz bezchmurne, niebieskie niebo.


Okolice Rzumu bez tłumów: Co zobaczyć wokół Rzymu?

Szlak jest popularny wśród miejscowych; zagraniczni turyści raczej o nim nie wiedzą, co jest zrozumiałe – mało kto przyjeżdża do Włoch, żeby chodzić 20 km. Przynajmniej na razie – przypuszczam, że za rok czy dwa również tam pojawią się mówiący w różnych językach maniacy selfie, bo zwiedzanie Włoch poza utratym szlakiem zyskuje na popularności.

Dlatego jeżeli lubisz się ruszać, nie chcesz robić tego co wszyscy i poczuć jak Indiana Jones (albo Lara Croft) wśród etruskich ruin – Cammino dei Tre Villaggi będzie fajną opcją. No i będziesz jednym z pierwszych Polaków na tej trasie.


Cammino dei Tre Villaggi – relacja z trasy i etapy szlaku



System pielgrzyma i paszport za 5 euro

Szlak od wioski do wioski , czyli Cammino dei Tre Villaggi zaczyna się na Piazza Savoia w Villa San Giovanni in Tuscia i tam się kończy.

Okolice Rzymu bez tłumów. Tablica informacyjna z mapą szlaku „Cammino dei Tre Villaggi” (najmniejszego szlaku Włoch), łączącego miejscowości Villa San Giovanni in Tuscia, Barbarano Romano oraz Blera w regionie Lacjum. Na mapie zaznaczono czerwoną i niebieską linią trasę trekkingu, punkty widokowe, strefy archeologiczne oraz legendę na dole tablicy.

Koncepcja jest podobna do Camino de Santiago w Hiszpanii, tyle że Szlak Trzech Wiosek jest o kilkaset kilometrów krótszy. Niby nic, ale na jego przejście nie potrzeba miesiąca, dlatego to fajna opcja na jednodniową wycieczkę z Rzymu dla tych bardziej aktywnych. Dla leniwych zresztą też – to generalnie łatwy szlak pieszy i wielu ludzi robi go po kawałku, albo tylko specyficzną część. A że po drodze są kwatery, więc można się zatrzymać na noc i podziwiając włoska prowincję wokół Rzymu, przejść szlak w 2-3 dni.

Na Piazza Savoia za 5 euro dostaniecie paszport-mapę pielgrzyma/piechura i po drodze zbieracie pieczątki. Za chodzenie po Rzymie stempelków nie dają. Na końcu trasy wrzuć swój paszport do wyznaczonej skrzynki pocztowej, a otrzymasz certyfikat „Etruskiego Wędrowca” (Testimonium).


Etap 1: Villa San Giovanni in Tuscia do Barbarano Romano (9,2 km)

Zostawiliśmy samochód na dużym, bezpłatnym parkingu i ruszyliśmy w przeciwnym do miasta kierunku. Pierwszy odcinek to po prostu szeroka, asfaltowa droga; wkrótce dotarliśmy do końca wioski gdzie był pierwszy drogowskaz. Uff, wędrując po prowincji między domami i łanami zbóż byliśmy na szlaku.

Przechodzac przez jezdnię po kilkunastu metrach zobaczyliśmy znak wskazujący naszą ścieżkę i w przeciwnym kierunku – Cava delle Quercete. A że niby było to tylko 10 min marszu, postanowiliśmy zobaczyć jaskinię.

Ścieżka do niej wyglądała tak, jakby nie była używana co najmniej od czasów średniowiecza: wyboje, zielsko po ramiona, tona suchych galęzi walających się pod nogami i oczywiście nieodłączny element przyrody – wkurzajace latające paskudztwa zwane owadami. Po prostu dzika natura we Włoszech w jej najlepszym wydaniu.

Po ponad 10 minutach zobaczyliśmy informację- do jaskini było kolejne 20min. Dobra, aż tam nam nie zależało, więc wróciliśmy na Szlak Trzech Wiosek.




Tomba Margeretha i Tomba del Torno

Dzień był słoneczny; idąc przez łąki i pola oddałam się swojemu hobby, czyli narzekaniu na słońce. Zawsze marudzę, kiedy zaczyna za mocno przygrzewać, a nie wzięłam swojego najnowszego kapelusza.

Po dłuższym marszu dotarliśmy do Valle Capellana i bardzo starego grobowca Tomba Margaretha. Wydziubany w skale w VII-VI wieku p.n.e., jest całkiem ładny w środku — o ile groby zaliczają sie do tzw ładnych rzeczy.

Stoją tam 2 'handmade’ kolumny — wprawdzie wapień czy piaskowiec nie jest twardym materiałem, ale obtłukiwanie skał małymi młoteczkami czy czymś takim musiało być super zajęciem. Ale to dzięki takim szalonym ludziom mamy zabytki. A ja miałam okazję na kilka minut schować się przed słońcem.

Następna na drodze była Ville Cappellana z Tomba del Trono — podobna do poprzedniej.

Kamienne, wykute w skale tufowej wejście do etruskiego grobowca Tomba del Trono w strefie archeologicznej w Lacjum. Do ciemnego wnętrza grobowca prowadzi wąska, ziemna ścieżka porośnięta trawą, a nad nim, na wzgórzu, widoczne jest metalowe ogrodzenie zabezpieczające oraz czyste, niebieskie niebo.

Idąc polną drożką, dotarliśmy do szosy, a potem do lasu i do pierwszego miejsca odpoczynku (area di sosta). Wyłaniajac sie z krzaków byliśmy niejaką sensacją, dlatego myślę, że zdecydowana większość ludzi robie tę trasę w kawałkach, albo po prostu dojeżdża do miejsca i ogląda, co jest dookoła. Zresztą na parkingu było dużo samochodów, co potwierdza moje przypuszczenia.

Jest tam rownież kiosk, gdzie można podstemplować paszport i kupić coś do jedzenia i picia. Poniewaz tego dnia (panstwowe swięto) było tam sporo lurystów, panie z kiosku zaczęły panikować, niemal mdleć i odmówiły obsługi. Super – chcielismy kupić wodę.

Ale i tak zatrzymaliśmy się tam na przyciągniety ze sobą lunch, odpoczynek i wywietrzenie skarpetek i stóp.

Potem krótkim kanionem zeszlismy do krainy etruskich grobowcow. I tu zaczęłam się czuć jak odkrywca, ale potem mi przeszło.

Wąska, głęboka ścieżka trekkingowa biegnąca dnem kanionu (tagliata etrusca) wyciętego w wysokich, pionowych skałach tufowych porośniętych zielonym mchem. Nad szlakiem rozpościera się gęsty baldachim z liściastych drzew, przez który przebijają się promienie słońca, oświetlając ziemistą drogę usianą suchymi liśćmi i porośniętymi mchem głazami.



Grobowiec Królowej i dżunglowa zieleń Regionalnego Parku Marturanum

Następny odcinek trasy to jedna wielka nekropoliagrobowce wykute w skałach są wszędzie. Ułożone na 2 – 3 poziomach przypomniały mi współczesne włoskie cmentarze — tylko bez lampek i kwiatków.

Grobowce sa bardzo stare, imponujące, otoczone dżunglową zielenią Regionalnego Parku Marturanum. I mniej więcej takie same — ręcznie wykute dziury w skałach, dlatego odwiedzenie kilku z nich mi wystarczyło.

Kiedy zobaczyłam ścieżkę do następnego, chciałam go pominąć. Ale że wciąż czułam sie jak Lara Croft przed emeryturą i to mauzoleum wyglądało inaczej, niż pozostałe, zobaczyliśmy rownież je.

Budowla skojarzyła mi się z Egiptem – zapewne z powodu materialu i koloru piaskowca. To Tomba della Regina (Grobowiec Królowej) – wielki i majestatyczny grobowiec, w którym jest tyle miejsca, ze zmieściłyby się tam inne królowe, królowie, rodziny, przyjaciele i ich psy. I koty.

Po drodze zobaczyliśmy jeszcze starożytne miasto San Giuliano i średniowieczny kościół. Chcieliśmy też dojsc do murów czegoś, co prawdopodobnie było zamkiem – widzieliśmy je z drogi, ale nie mogliśmy znaleźć scieżki.

W końcu dotarliśmy tez Etruskiegp Miasta Umarłych – serii jaskiń w skałach na kilku poziomach. Ja zobaczyłam 2, Mauro – dużo wiecej. Była tam też grupa Włochów z przewodnikiem odwiedzająca po kolei wszystkie jaskinie na parterze.

Lubię historię, ale jakoś nie ekscytuje mnie każda dziura w ścianie, zwłaszcza że wszystkie wyglądają mniej więcej tak samo i Lacjum jest ich pełne. I dlatego przestałam czuć sią jak odkrywca, a zaczęłam jak ja.

Z grobowców wyszliśmy na jezdnię, potem do kolejnego lasu i kanionu.

Głęboki, zakręcający korytarz etruskiej drogi wyciętej w skale (tagliata etrusca), prowadzący w stronę Barbarano Romano. Szlak biegnie dnem wąwozu o wysokich, pionowych ścianach z tufu, na których gdzieniegdzie zwisają pędy bluszczu. Góra ścian porośnięta jest gęstą zielenią drzew, a zacieniona ścieżka usiana jest suchymi liśćmi i kamieniami.

Schodząc, stwierdziliśmy, że kończy nam się woda (mieliśmy po litrze), ale na szczęście byliśmy blisko wioski Barbarano Romano.

Potem musieliśmy się wdrapać po schodach, które wydawały się dziwnie długie (ale nie były), przejść kilkadziesiat metrów i mogliśmy usiąść w kawiarni, pijąc tonic z ciastem i gadając z innymi piechurami. Kupiliśmy dwie duże butelki wody — na wszelki wypadek – woda w fontannach i wioskach na szlaku jest niezdatna do picia.



Etap 2: Barbarano Romano do Blera (5,4 km

Jeden z młodzieńców w kawiarnii zaczął panikować, że kolejny kawałek drogi – do Blery, jest bardzo trudny, ba – wręcz niebezpieczny. Tak słyszał.

Kamienna, brukowana ulica schodząca stromo w dół i prowadząca pod łukową bramą historycznej zabudowy w stronę Blery. Po lewej stronie widać tył stojącego mężczyzny z plecakiem oraz kamienne kamienice z donicami z roślinami, a po prawej stronie wysoki mur z tufowych bloków, na którym zawieszona jest biało-zielona mapa szlaku turystycznego. Na szczycie muru ustawione są donice z krzewami, a nad całością góruje bezchmurne, jasne niebo w pełnym słońcu.

Spojrzeliśmy na siebie — nawet jeśli to prawda, nie mieliśmy wielkiego wyboru — samochod był w Villa San Giovanni. Ścieżka do Blery prowadzi wyłacznie przez las – super, bez słońca. Czy była trudna lub wręcz niebezpieczna? Nie, ale była trudniejsza w porównaniu do poprzedniego kawałka.

Ścieżka biegnie najpierw płasko, potem pod górę, miejscami w dół, potem znowu płasko, i gdzieniegdzie jest bardzo wąsko i stromawo, ale nie wysoko. Blisko końca są schodki – można się przytrzymać wiszącego sznurka, żeby zejść.

Wąska, ziemna ścieżka piesza prowadząca do Blery, biegnąca pod naturalnym skalnym łukiem utworzonym przez masywne formacje z tufu. Ściany skalne oraz leżące przy szlaku głazy są gęsto porośnięte zielonym mchem i bluszczem. Na jednej ze skał po prawej stronie widoczne jest małe, biało-czerwone oznakowanie szlaku trekkingowego, a dno ścieżki pokrywają suche liście.

2 czy 3 razy przekraczyliśmy rzekę po kamieniach i gałęziach, więc nie wybierałabym się tam po ulewnym deszczu.

Po drodze przeszliśmy na drugą stronę rzeki, przez coś, co wygląda jak kamienny most/ściana, z którego wypływał mały wodospad, a właściwie 2. Po drugiej stronie było bardzo wąskie przejście między skałami, coś w rodzaju kanionu -myślelismy, że tam jest ścieżka, ale nie. Jeśli przez przypadek/ciekawość przejdziesz na drugą stronę mostu-ściany- zawróć.

Od tego miejsca trasa prowadzi po prawej stronie rzeki. Idąc i idąc, miałam wrażenie, że już dawno powinna byc Blera. W końcu dotarliśmy do małego kamiennego mostu Ponte di Diavolo (w Włoszech jest ich ponad 40) i stamtąd było już tylko pod górke do Blery. I nagle znikąd zaczęli pojawiać się na drodze ludzie.

Starożytny, kamienny most rzymski Ponte del Diavolo w Blerze, przerzucony nad płytkim strumieniem. Łukowa konstrukcja mostu jest częściowo porośnięta zieloną roślinnością, a brzegi rzeki gęsto pokrywają wielkie, zielone liście lepiężnika. Po lewej stronie, na podwyższeniu przy wejściu na most, stoi kobieta w jasnej koszulce i spodenkach. W tle widoczny jest gęsty, zielony las oraz bezchmurne niebo.


Etap 3: Blera i powrót do Villa San Giovanni (ok. 5 km)

Musieliśmy tylko wrócić do Villa San Giovanni, a raczej do samochodu – zaczynałam czuć kilometry w stopach.

Przy wejściu do Blery znajduje się znak że droga do Villa San Giovanni prowadzi po bardzo zaniedbanych schodach w dół. Wydało mi się to dziwne, bo trasa jest popularna i schody powinny być w lepszym stanie, ale może to taki lokalny koloryt.

Strome, kamienne schody wykute w tufowej skale w Blerze, prowadzące w górę wzdłuż pionowej ściany. Stopnie są nierówne, gdzieniegdzie porośnięte kępkami zielonej trawy i zabezpieczone metalową poręczą oraz ogrodzeniem. Na schodach i skale kładą się głębokie cienie drzew, a w prawym górnym rogu widoczne jest czyste, niebieskie niebo i zielone liście.

Po schodach była betonowa droga dość stromo w dół, a potem nic .. zero znaków, zero ludzi, a GPS zgłupial – jak to we Włoszech. Na szczęście pojawił się miejscowy pan z psem. Powiedział, że musimy wrócić do miasteczka, bo tam jest trasa do Villa San Giovanni.

Dodał, że w pobliżu jest piękny mały wodospad, etruskie grobowce (nie pomyślałabym) i nawet etruska droga. Niesamowite. I z dumą dodal, że nas tam zaprowadzi. Miałam dość Etrusków, ich grobów i ulic i miałam gdzieś wodospady, no chyba, że byłaby to np. Niagara, a nie jakieś maleństwo w Lacjum.

Ale Mauro nie chciał zrobić przykrości uprzejmemu miejscowemu – szli rozmawiając, a ja wlokłam się za nimi, nienawidząc w tym momencie wszelkich etruskowatości. Na szczęście lokalne cuda nie były daleko.

W mieście znaleźliśmy drogę do Villa San Giovanni i po 5-kilometrowej wędrówce brukowaną i asfaltową drogą dotarliśmy do miasteczka.

Idąc do parkingu, zauważyliśmy (trudno było nie zauważyć), że na wszystkich krawężnikach były male słoiczki/lampiony z małymi świeczkami. Była ich tona.

Chodnik z kostki brukowej biegnący wzdłuż asfaltowej drogi z namalowaną białą linią ciągłą. Na krawężniku oddzielającym chodnik od jezdni ustawiony jest rząd małych, szklanych słoiczków ze świeczkami. Po prawej stronie widać zielony pas zieleni z trawnikiem i drewnianym ogrodzeniem, a w tle duże drzewa liściaste w świetle dziennym.

Zastanowiło mnie, jak oni je podpalą. Może to jakiś rodzaj regionalnego szaleństwa. Starożytni dłubali dziury w skałach, a współcześni latają po ulicach podpalając świeczki tworząc nowe atrakcje wokół Rzymu.


Czy warto przejść Szlak Trzech Wiosek? Podsumowanie i opinia



Czy ta trasa była tego warta? Tak, zdecydowanie. Długa i moje nogi to poczuły, ale naprawdę podobało mi się, że była bardzo urozmaicona: polne drogi, rzeki, las, podejścia, zejścia, płaski teren – nie jest nudna, a czasem piesze szlaki są nudne.

Ukończenie zajęło nam 7,5 godziny, ale zbaczaliśmy z drogi, Mauro odwiedził tyle grobowców, ile mógł itd. Mnie grobowce w takich ilościach aż tak nie interesowaly i trzy wioski to na pewno nie sa najpiękniejsze miasteczka prowincji, ale uważam ten dzien za bardzo fajnie spędzony.

I wlaściwie przez cały towarzyszył mi duch odkrywcy – mimo że byłam w tym regionie wiele razy, to jednak dla mnie bylo to nieznane Lacjum.



Cammino dei Tre Villaggi: wskazówki praktyczne

  • Dojazd z Rzymu: Samochodem z Rzymu do Villa San Giovanni in Tuscia dojedziesz w około godzinę i piętnaście minut. Można też kombinować z pociągiem i autobusem, ale lepiej wybrać się autem.
  • Parking: Darmowy parking w Villa San Giovanni in Tuscia jest duży i znajduje się tuż obok placu, z którego startuje szlak.
  • Dzielenie trasy: Szlak można bez problemu przejść krótszymi odcinkami i wielu ludzi tak właśnie robi.
  • Buty i sprzęt: Załóż porządne buty trekkingowe, nawet jeśli planujesz tylko krótki spacer. Na bardziej stromych fragmentach przydadzą się kijki.
  • Ostrzeżenie o wodzie: Weź ze sobą duży zapas wody. Na trasie i w fontannach w wioskach nie ma wody zdatnej do picia.
  • Ochrona przed słońcem: Jeśli trafisz na słoneczny dzień, weź ze sobą czapkę/kapelusz i krem z filtrem.
  • Pogoda na szlaku: Po ulewnym deszczu leśna ścieżka w kanionie między Barbarano Romano a Blerą może być całkowicie nie do przejścia.
  • Czas przejścia: 20 kilometrów marszu może brzmieć szleńczo, ale trasa jest generalnie raczej łatwa i urozmaicona, przez co nie jest nudna. Bez oglądania grobowców i innych napotkanych staroci, pętle można zrobić 5-6 godzin.