Restauracje w Termoli są niemal w każdym zakątku starego miasta, ale kilku dobrych lat La Sbirra jest moją ulubioną restauracją w Molise, a może i w całych Włoszech. Jadłam tam wiele razy, bo to jedno z tych miejsc, które spokojnie mogłabym odwiedzać 2-3 razy w roku. Dlatego też 2 tygodnie temu znowu wybraliśmy się tam na obiad, przy okazji notując niejakie zmiany.

Gdzie zjeść w Termoli? Nasz powrót do La Sbirra
Tym razem zarezerwowaliśmy stolik i to była dobra decyzja. Jak zawsze właściciel powitał nas jak starych znajomych i posadził na zewnątrz.
Miałam wrażenie, że ogródek restauracyjny się zagęścił i było tam więcej stolików niż ostatnio i w dodatku wszystkie miejsca były zajęte. A do tego kilka osób czekało na ulicy, aż się coś zwolni. Najwidoczniej La Sbirra zrobiła się bardzo, bardzo popularna.
Dla kontrastu restauracje po lewej i prawej stronie były prawie puste. Zabawny widok, a właściwie raczej smutny, zwłaszcza jak jest się szefem takiego biznesu bez klientów. Cóż, najwidoczniej miejscowi uważają, że nie są to miejsca, w których warto zjeść w Termoli.
La Sbirra: co się zmieniło
Popijając wode i skubiąc chleb, czekaliśmy aż właściciel La Sbirry przyjmie nasz zamowienie. Wprawdzie kelnerzy serwuja napoje i chleb, ale jedzenie to działka właściciela. Obsługa w restauracji jest normalnie raczej szybka, ale tym razem z takimi tłumami przy stolikach, troche zeszlo, zanim właściciel do nas dotarł.

Nie mając nic innego do roboty, gapiłam się co jedli inni i stwierdziłam, że niektóre dania La Sbrirra serwuje w bardziej fikuśny sposób.
I to również lubię w tym miejscu— jest tam zawsze coś innego, nawet coś tak banalnego jak nowe zastawa czy papierowe maty na stolikach. Widać, że właściciele ciągle myślą, co by tam jeszcze ulepszyć i czym tu jeszcze zaskoczyć gosci La Sbirra.
Menu w La Sbirra: Co warto zamówić, a co odpuścić?
Po kilku minutach zamówiliśmy wino (vino di casa) i na początek przystawkę z owoców morza. Zawsze bierzemy ten starter, wiec pewnego dnia w końcu skuszę się na inny. Wino przyszło już nie w dzbanku, a w rustykalnej butelce.
Starter się nie zmienił – bardzo dobry marynowany łosoś, sałatka z owoców morza, marynowane szprotki czy sardele (nie odróżniam tego), sałatka z kalamarów, gotowane małże i super pyszna grillowana ośmiornica.
Potem Mauro zdecydował się na makaron z triglie i żółtymi pomidorami. Triglie to jest mała różowawa ryba, która mnie wkurza, bo ma dużo ości. Bardzo dobra w smaku, ale babranie się żeby ją zjeść…
Oczywiście, w pysznym daniu Mauro ości nie było. Ja wzięłam gnocchi z pomidorami i czymś tam jeszcze, nie pamiętam co to było, ale w menu są tylko jedne gnocchi.
Jak je zamówisz, to będzie takie, jak jadłam – czyli smaczne. Tym razem gnocchi wjechało na stół w małym gustownym aluminiowym rondelku.
Nie chcąc się obżerać (jak to mamy w zwyczaju) i wytaczać z La Sbirra, na drugie danie zamówiliśmy na nas dwoje talerz grillowanych owoców morza. Bardzo często takie grillowane rybne czy mięsne półmiski są więcej niż spore i aż nadto wystarczające dla pary. Ale tu niespodzianka – za cenę (25 euro) talerz był… hmm, skromny. I tylko ok.

Owoce morza były do zjedzenia, ale nie tak dobre jak oczekiwałam w tym miejscu. Ryba była sucha i nie warta tych pieniędzy. To była zdecydowanie największa niepodzianka, dlatego też na pocieszenie wzięliśmy kawę (dobra) i deser.
Ja miałam rodzaj kremowego ciasta udającego, że jest sernikiem. Udawało i tak smakowało. Nie jestem fanką kremowych ciast i generalnie niektórych włoskich wypieków (są za tradycyjne), ale ciasto było obiektywnie dobre. Tyle, że nie mój smak. Jeśli lubisz takie wyroby, będziesz usatysfakcjonowany. Według Mauro, jego delizia di Limone była nie za słodka, bardzo cytrynowa, i taka jak powinna być.
Ceny i rachunek w restauracji. Czy La Sbirra się psuje?
Tym razem za obiad zapłaciliśmy 140 euro.
La Sbirra otwarto 10 lat temu, byłam tam chyba 15 lub więcej razy, i po raz pierwszy nie zachwyciło mnie jedno danie. Czy przez to La Sbrirra się psuje? Nie sądzę; ogólnie, jakość jedzenia nie zmieniła się, bo pomijając suchą rybe cała reszta była super.
La Sbirra jest prawdopodobnie trochę droższa, ale końcowy rachunek zależy od tego co jesz. Zamówiliśmy dużo, więc także zapłaciliśmy dużo.
Czy wrócę do La Sbirra po tym małym rozczarowaniu? Tak, kolejna wizyta we wrześniu, kiedy mój syn mnie odwiedzi, bo La Sbirra to wciąż najlepsza restauracja w Termoli. A niech będzie – najlepsza restauracja w Molise (moim zdaniem). Tylko już nie zamówię grillowanych owoców morza.
Jeśli ten post Cię rozbawił, wkurzył albo po prostu przypomniał Ci Twoją ulubioną restaurację – napisz w komentarzu albo na maila. Lubię czytać, co Wy przeżyliście w podobnych miejscach.
No i zapisz się na newsletter – raz w tygodniu nowy post (zazwyczaj środy o 18:00). Zero spamu, zero „najpiękniejsze Włochy ever”. Tylko prawdziwe wydarzenia i miejsca poza szlakiem. Czekam na Ciebie!





