Wskoczenie do Rasiglii może być krótkim, przyjemnym przystankiem w drodze do Toskanii. Toskania to niewatpliwie fajne miejsce, ale Umbria to również piękny region, dlatego też zatrzymaliśmy się w Rasiglii.
Rasiglia – maleńka wioska zbudowana na wodzie
Ta licząca zaledwie 60 domów i 40 mieszkańców, otoczona górami Fogliano wioska, w średniowieczu została zbudowana na wodzie, przez co dorobiła się miana Mała Wenecja.
Moim bardzo skromnym zdaniem porównywanie mało znanych miejsc do tych sławnych, nawet jeżeli ma na celu przyciągnięcie turystów, jest raczej głupawe. Przyjeżdza taki turysta zwabiony porownaniem i często się rozczarowuje – to po pierwsze. A po drugie każde miejsce ma (albo powinno miec) swój charakter i niech tak zostanie.

Tak czy inaczej, ponieważ moje ulubione średniowieczne budownictwo oznacza kamienne domy i wąskie uliczki, z przyjemnością przystałam na tę przerwę w podróży.
Kamienne domy, mostki i szumiąca woda
Rasiglia zabudowana jest małymi domami, często uroczo ozdobionych kolorowymi kwiatkami i roślinami. W takich ładnym otoczeniu szumiące strumyki aż się prosza, żeby plynąć…, no i płyną. Rzeczki tu i ówdzie przecięte są drewnianym mostkami i małymi wodospadami. A jeżeli masz ochotę posiedzieć nad turkusową wodą – są tam dwa czy trzy całkiem spore baseny otoczone kamiennymi murkami.
Krótko o historii Rasiglii
Choć miniaturowa, Rasiglia historycznie odgrywała ważną rolę w handlu/wymianie między miastami wzdłuż wybrzeża Adriatyku a Rzymem. Gdy to się skończyło, mieszkańcy zajęli sie rolnictwem i rzemiosłem; lokalni wytwórcy specjalizowali się w produkcji wykwintnych tkanin.
Co warto zobaczyć w Rasiglii
Miłośnicy zabytków znajdą tu coś dla siebie, np kamienny most rzymski z III wieku p.n.e., starożytną fontannę w centrum, ruiny (naprawdę ruiny) zamku i młyn wodny Rocchetta. Ten ostatni został odrestaurowany i mieści warszat/sklep z rękodziełem.

Można też zajrzec do starej pralnii; pracowaly tam kobiety piorąc i farbując tkaniny.
Jedzenie w Rasiglii – zaskakująco duży wybór
Zaskoczył mnie duży wybór restauracji, barów i bud z jedzeniem jak na tak małe miejsce. Niektóre większe miasta są znacznie uboższe w takie lokale.
Tamtejsza kuchnia slynie z kiełbasek wieprzowych i capocollo, czarnych trufli a także migdałowych i orzechowych deserów.
Lunch w Fattoria Monte Puro
Postanowiliśmy spróbować wyrobów Fattoria Monte Puro, lokalnego rodzinnego gospodarstwa produkującego sery, wędliny i jogurty.
Rodzina prowadzi mały sklepik z jadalnia/ogródkiem degustacyjnym ze stolikami na zewnątrz.

Zjedliśmy tam lunch z sera, ricotty, wędlin, jogurtu i piwa. Spośród tzw. żółtych/twardych serów, gospodarstwo sprzedaje owcze pecorino, którego swieżego nie lubię , bo jest mdły. Ale jak podojrzewa kilka miesięcy i nabierze ostrego smaku – to a i owszem, chętnie go widzę na stole.
Mogę też od biedy zjeść świeże pecorino z truflami, cebulą, ziołami czy innymi dodatkami – takie sery również produkuje to gospodarstwo.

Wędliny i sery kupuje się na kawałki/plasterki; zamówiliśmy po talarku wedlin (nie jadam) i po dwa plasterki pecorino w pięciu różnych smakach. Przy kasie dostaliśmy też paskudny chleb; na północy pieką go bez soli, przez co jest bleee. Kupiliśmy też po jogurcie na głowe i butelkę piwa. Zapłaciliśmy 34 euro. I poczuliśmy się najedzeni; nie przejedzeni, po prostu OK.
Poza tym dostalismy plastikową butelkę do wody z fontanny do picia.
Rasiglia – dla kogo to miejsce, a dla kogo nie
Rasigilia to takie trochę malownicze muzeum na świeżym powietrzu, w którym spokojnie można się zatrzymac na kilka dni, zwłaszcza jezeli lubisz hikking. W okolicznych górach jest dużo szlakow, więc pewno nuda tam nie grozi. My spędziliśmy tam kilka godzin i mi to wystarczyło, bo Rasiglia sama w sobie
Prawie zapomniałam: okolice Rasiglii słyną z roślin strączkowych, więc jeśli chcesz kupić dobrą cieciorkę, fasolę lub soczewicę, to właśnie tam.
A potem udaliśmy się do naszej czterodniowej bazy – Pistoi, gdzie rozpoczęliśmy naszą weekendową przygodę w Toskanii.
Jeśli ten post Cię rozbawił, wkurzył albo po prostu przypomniał Ci Twoją własną historię – napisz w komentarzu albo na maila. Lubię czytać, co Wy przeżyliście w podobnych miejscach. No i zapisz się na newsletter – raz w tygodniu nowy post (zazwyczaj środy o 18:00). Zero spamu, zero „najpiękniejsze Włochy ever”. Tylko autentyczne wydarzenia, małe cuda i miejsca poza szlakiem. Czekam na Ciebie!










