Less Touristy Italy
Eat, Discover, Explore

A blog for those who don't like beathen paths.

Długi i wymagający trekking w Abruzji – 13 km w Parku Narodowym Majella

Eremo San Giovanni all’Orfento – długi i wymagający szlak w Parku Narodowym Majella

Trasa do Eremo San Giovanni all’Orfento to jeden z dłuższych szlaków w Parku Narodowym Majella (Parco Nazionale della Majella), prowadząca do jednego z mało znanych miejsc Abruzji. Choć nie jest jakoś szczególnie trudna (poza kilkoma odcinkami), zajmuje 6–7 godzin, więc na jej niespieszne przejście warto przeznaczyć cały dzień.

Szlak kończy się w jednej z wielu pustelni w skałach – w tym przypadku jest to XII-wieczne „handmade” eremo, do którego możesz wejść, o ile nie boisz się przyklejenia do ściany i wysokości nad urwiskiem.

 

Niedźwiedzie w Majelli – czy na szlaku można spotkać marsykańskiego niedźwiedzia?

Słynąca z pięknej przyrody Abruzja jest domem wielu dzikich zwierząt. Symbolem Parku Majella jest niedźwiedź; teoretycznie na te urocze, aczkolwiek niebezpieczne ssaki można się natknąć, wędrując do Eremo San Giovanni all’Orfento. Dlatego też wieczór przed trasą spędziłam na czytaniu o zwyczajach niedźwiedzi i o tym, co robić, gdy się przez przypadek na jakiegoś wejdzie. Albo misiek wejdzie na nas. Jakoś nie przemawiała do mnie perspektywa bycia zjedzoną przez niedźwiedzia, chociaż ludzie nie są w ich menu. Ale zawsze mógł mnie przeżuć i wypluć.

 

 

 

 

Na szczęście niedźwiedź brunatny marsykański, czyli ten z Abruzji, różni się od swoich kuzynów; jest płochliwy, unika ludzi, a spotkania z nim są niezwykle rzadkie. Ale jeśli przypadkiem się zdarzy, przeczytaj tutaj, jak się zachować. Swoją drogą, wielu wędrowców w Abruzji, jak nie dziwnie by to brzmiało, zazdrościłoby takiego spotkania.

 

Rejestracja przed wejściem na szlak – Caramanico Terme Visitor Center

Zanim wyruszyliśmy w góry, wskoczyliśmy do Centrum dla Zwiedzających Caramanico Terme przy Via del Vivaio. Tam się zarejestrowaliśmy, informując, gdzie się wybieramy. Szczerze – sądziłam, że ma to związek z grasującymi po parku bandami niedźwiedzi i bezpieczeństwem piechurów, ale zarząd parku po prostu chce monitorować liczbę ludzi spacerujących po Majelli. A może jednak było po to, żeby mogli mnie łatwiej znaleźć wyplutą przez niedźwiedzia, kto wie. Rejestrowanie się nie jest przymusowe, ale myślę, że rzeczywiście dla własnego bezpieczeństwa lepiej to zrobić. Góry to góry – przynajmniej wiadomo, na jakiej trasie jesteś.

 

Gdzie zaczyna się szlak do Eremo San Giovanni all’Orfento? Dojazd i oznaczenia

Szlak do Eremo San Giovanni all’Orfento rozpoczyna się w Caramanico Terme, ale znalezienie dokładnego miejsca nie było łatwe, jak to często bywa w przypadku trekkingu w Abruzji. Najlepiej skorzystać z GPS-u, tak jak my to zrobiliśmy – wpisaliśmy „trasa Eremo San Giovanni all’Orfento” (po włosku: sentiero Eremo…), co doprowadziło nas do parkingu za budynkiem. Niedaleko jest las; tam znaleźliśmy mały drewniany znak wskazujący trasę S i ruszyliśmy w drogę.

 

 

 

Upał na szlaku – dlaczego latem ta trasa bywa męcząca

Był czerwiec – dzień był piękny, słońce smażyło przez lekko zamglone niebo… super na plażę, ale byliśmy w górach. Na szczęście dzięki mojemu dużemu (i niepięknemu) kapeluszowi głowa mi się nie zagotowała, mimo że większość trasy przebiega w pełnym słońcu.

Warto pamiętać – jeśli chcesz wybrać się na tę trasę latem, zabierz kapelusz, krem z filtrem i dużo wody. Buty trekkingowe i wygodne ubranie to oczywistość.

 

 

Trekking w Abruzji i Spotkanie z dziką przyrodą – niedźwiedź czy sarenka?

Na początku szliśmy spokojnie przez las, kiedy nagle za sobą usłyszałam trzaskające gałęzie. O Jezu… niedźwiedź stanął mi przed oczami, a przez głowę przeleciała instrukcja obsługi tego stworzenia. Powoli podniosłam ręce, próbując nimi machać, i zdrętwiała jeszcze wolniej odwróciłam się – za mną stała przepiękna, malutka sarenka, wpatrująca się we mnie ogromnymi brązowymi oczami. Zanim zdążyłam wydobyć aparat, uskoczyła w krzaki. To było super – takie spotkania dzikich zwierząt zawsze mnie cieszą, zwłaszcza gdy zwierzę nie chce mnie zjeść.

Na skraju lasu była fontanna. Napełniliśmy wodą dwie plastikowe butelki, których na szczęście nie wyrzuciliśmy, bo do następnej fontanny są prawie dwie godziny drogi.

 

Podejście na płaskowyż – najtrudniejszy kondycyjnie odcinek trasy

Przechodząc przez zacieniony las, wyszliśmy na rozległą wyżynę. Nie ma tam drzew, a co za tym idzie – cienia, a droga wiedzie pod górę. Kocham Abruzję, ale tym razem nie czułam szczególnego entuzjazmu; po kilku minutach byłam właściwie gotowa umrzeć. Wlokłam się pod górę przez ponad półtorej godziny. Było około południa, słońce prażyło jak szalone, więc zatrzymywałam się co kilka minut, niby zrobić zdjęcie, ale tak naprawdę, żeby złapać oddech.

 

 

 

Z językiem na brodzie, gotowa w każdej chwili zemdleć (przypominam, że jestem po 50-tce), doczołgałam się na skraj płaskowyżu i alleluja! Fontanna z orzeźwiającą, zimną górską wodą!

 

Dziwny las i brak oznaczeń – jak wygląda środkowa część szlaku

Reszta ścieżki prowadzi przez dziwny las. Poczułam się nieco nieswojo, gdy tam weszliśmy: poskręcane przez śniegi i wiatr pnie drzew, rosnących w jakimś nienaturalnym porządku, miały osobliwy brązowoszary kolor. Do tego było ciemnawo – przez wierzchołki drzew nie przebijało się światło słoneczne. Powietrze było rześkie, ale dziwnie ciężkie i nieruchome. A do tego było bardzo cicho, jak w lasach z powieści fantasy. Moja wyobraźnia zawsze przesadza w takich miejscach, więc w duchu nastawiałam się na atak watahy orków, wilków, niedźwiedzi albo czegoś innego; ale i tak zatrzymaliśmy się, żeby zjeść kanapki. A potem poszliśmy w górę lasu.

 

 

 

Po wyjściu z niego ścieżka schodzi do kolejnego zagajnika. I wtedy przydały mi się kijki (na ogół nie chce mi się ich targać), bo zejście, chociaż nie trudne, było dość strome, zawalone suchymi liśćmi, przez co było śliskie. Niejakim problemem było znalezienie drogi do pustelni – nie było tam żadnych oznakowań, więc trzymaliśmy się czegoś, co pod liśćmi wyglądało na ścieżkę. Mniej więcej po 10 minutach schodzenia zobaczyliśmy coś, co wyglądało na nasz cel. Ha! Doszliśmy i najtrudniejsze już za nami. Myliłam się.

 

Ekspozycja i wąskie półki skalne – najtrudniejszy fragment przed pustelnią

Pustelnicy, jak nazwa wskazuje, mieli dziwny zwyczaj mieszkania w pustelniach w trudno dostępnych miejscach; może, umartwiając się, lubili też od czasu do czasu spaść z góry. San Giovanni all’Orfento jest właśnie takim miejscem.

Najpierw trzeba zejść wąskim odcinkiem wykutym w skale. Są tam uchwyty, więc nie jest to takie trudne. Potem, żeby zobaczyć eremo w środku, trzeba przejść wąską dróżką wykutą w stromej ścianie skalnej. To przejście jest na ok. 8 metrów długie i może 5 wysokie. Tam nie ma uchwytów (ach, ta pustelnicza fantazja!), czyli nie można się przytrzymać, więc jedyną opcją jest pokonanie tego kawałka, przyklejając się do ściany. Najlepiej nie patrzeć w dół. Swoją drogą naprawdę szkoda, że nie ma danych na temat śmiertelności wśród idących do domów eremitów.

 

Czołganie się do eremo – czy wejście do pustelni jest konieczne?

Na ostatnim odcinku trasy można się poczuć jak farsz w kamiennej kanapce. Czołganie się to jedyna opcja dotarcia do pustelni, więc masz skałę nad głową, skałę pod brzuchem i z boku kilkumetrowy spadek. Nie miałam ochoty być wypełnieniem skalnego sandwicza, więc zrezygnowałam.

 

 

trekking w Abruzji

 

Poza tym w pustelni było kilka osób i i tak musielibyśmy poczekać, aż sobie pójdą. A ponieważ im się nie spieszyło… Dotarłam do pustelni, ale nie weszłam do środka.

Na szczęście droga powrotna prowadziła bardziej w dół niż pod górę, więc nawet słońce nie było zbyt uciążliwe. Na końcu szlaku spotkaliśmy stado uroczych kóz chętnie pozujących do zdjęć.

 

Czy warto iść do Eremo San Giovanni all’Orfento? Moja opinia po 7 godzinach trekkingu

Szlak zajął nam ponad siedem godzin; na długich trasach trekkingowych w Abruzji zawsze zastanawiam się, czy naprawdę lubię wspinaczkę, czy po prostu zdobywanie szczytów/osiąganie celów. Niezależnie od tego, siedem godzin spędzonych w otoczeniu natury, pięknych widoków i samotności (poza Mauro) w palącym słońcu było okazją do sprawdzenia mojej wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Mogłabym, podobnie jak inni blogerzy, dodać coś o doświadczeniu duchowym lub kontakcie z naturą, ale dla mnie wspinaczka to przede wszystkim testowanie siebie i ładowanie baterii, mimo że fizycznie zdycham.

Czy droga do eremo jest jednym z najpiękniejszych szlaków w Abruzji? Nie, nie jest. chociaz widoki są super.  Czy w związku z tym ta długa droga jest warta zachodu? Tak, zdecydowanie.

 

Eremo San Giovanni all’Orfento – dystans, przewyższenie, trudność i praktyczne informacje

  • Lokalizacja: Park Narodowy Majella, Abruzja, Włochy

  • Miejsce startowe: Caramanico Terme (wymagana rejestracja w Centrum Informacji Turystycznej) lub Decontra

  • Dystans: ~13 km (w obie strony)

  • Przewyższenie: ~900 m

  • Czas przejścia: 6–8 godzin (w zależności od tempa i przerw)

  • Trudność: długa i wymagająca kondycyjnie trasa, z trudniejszymi odcinkami pod koniec

  • Najważniejsze atrakcje: XII-wieczna pustelnia wykute w skale, lasy, płaskowyże, spotkania z dziką przyrodą

  • Najlepsza pora roku: Wiosna i jesień (unikaj południowych upałów)

  • Wskazówki dotyczące sprzętu: Dobre buty trekkingowe, nakrycie głowy, krem z filtrem, woda, kijki trekkingowe

  • Oznakowanie szlaku – widoczne na początku, słabe w pobliżu pustelni

  • Jeżeli lubisz góry, ale niekoniecznie wąskie półki i czołganie się, to ta trasa nie jest najlepszym wyborem, bo ostatni fragment jest właśnie taki.

  • Możesz też po prostu nie wchodzić do pustelni.

error: Content is protected !!

New posts straight to your email. 

Subscribe to the monthly newsletter