Less Touristy Italy
Eat, Discover, Explore

A blog for those who don't like beathen paths.
La Moline Osteria Bologna

La Moline Osteria Bolonia – lunch otwarty cały dzień (szczera recenzja)

Spacerując po Bolonii można zgłodnieć; przynajmniej my tak mieliśmy. Kuchnia w restauracji poleconej przez kuzyna Mauro była już zamknięta, ale jej właściciel uprzejmie zasugerował pobliski, otwarty przez cały dzień lokal. W odpowiedzi na moje pytanie, czy jedzenie jest tam dobre, stwierdził: „Pasta na pewno, biorą ją od nas”. Głodni i nie mając o tej godzinie wyboru, postanowiliśmy wypróbować La Moline Osteria, która była zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej.

Mauro Marudzi i szybko rozwiewa wątpliwości

Niewiele, ale wystarczająco dużo, by Mauro mógł pomarudzić, że to restauracja dla turystów, a my zazwyczaj takich unikamy. I że jedzenie nie będzie świeże; nie zamykają kuchni po lunchu, a to znaczy, że mają odgrzewane gotowce. Jego wątpliwości szybko się rozwiały; La Moline Osteria okazała się dobrym miejscem na posiłek.

 

Obsługa, skromne zamówienie i decyzja „dziś bez szaleństw”

W restauracji było duży ruch, więc spodziewaliśmy się długiego oczekiwania na obsługę, ale nie było źle, może z 10 minut. Tym razem postanowiliśmy być skromni i nie zamawiać szalonych ilości jedzenia, jak to zwykle robimy. Po zeskanowaniu kodu i przejrzeniu menu, zdecydowaliśmy się na przystawkę, danie główne, wino i wodę. Dość mizernie, biorąc pod uwagę nasze restauracyjne nawyki.

 

Przystawka: sery, mortadela i zaskakujące Friggione

Zaczęliśmy od talerza serów, a ponieważ (teoretycznie) najlepsza mortadela pochodzi z Bolonii – również talerza mortadeli. Mauro chciał też spróbować Friggione; słysząc, że to rodzaj chutneyu/marmolady/sosu (nie mam pojęcia, jak to nazwać) z marynowanej cebuli gotowanej z pomidorami, zareagowałam „blee”. Dziwne coś okazało się całkiem dobre z twardym serem; na talerzu były trzy rodzaje i w małej miseczce coś, co zgodnie z internetem – cytuję – było „pysznym, świeżym i kremowym białym serem Squacquerone”. Był kremowy (jak topiony), ale nijak nie pyszny; po prostu miękki, ale nie czułam żadnego smaku. Hmm, może moje kubki smakowe nie są wystarczająco wyrafinowane.

 

 

Do przystawki podano ciepłe, lokalne okrągłe chlebki w papierowej torebce. Poza bezsmakowym serem, reszta startera była dobra.

 

Dania główne: prawdziwe bolognese i ravioli z truflami

 

Jako danie główne Mauro wybrał tagliatelle alla bolognese, a ja – ravioli ze śmietaną i truflami.

 

 

I jak zwykle podzieliliśmy się potrawami, dzięki czemu – ach, co za szczęście – jadłam prawdziwe bolognese w Bolonii, czyż nie jest to marzenie wielu? Powinnam być podekscytowana? Nie byłam.

 

 

Tak czy inaczej, oba dania okazały się przepyszne.

 

Wino i darmowy digestivo – bardzo włoski akcent

 

Do lunchu oczywiście włoskim zwyczajem wzięliśmy wino. Restauracja oferuje spory wybór; zdecydowaliśmy się na ich własną markę, dostępną tylko w restauracji. Smakowało świeżo i owocowo, prawie jak novello, ale o dziwo, był to rocznik 2022. Bardzo lubię takie smaki.

Deser i kawę sobie odpuściliśmy; prawie nigdy nie zamawiamy tego w restauracjach.

Zapłaciliśmy 86 euro; ponieważ Mauro został poproszony o płatność kartą zamiast gotówką, zasugerował barmanowi, że za tę grzeczność należy się nam likier, oczywiście na lepsze trawienie i oczywiście za darmo. Wrócił więc do stolika z dwoma kieliszkami porządnych porcji limoncello i dla mnie amaro. I to była jedyna rzecz, której Mauro nie lubił – stwierdził, że Bolonia nie jest miejscem na limoncello.

 

Rachunek, porcje i ostateczny werdykt – czy warto?

 

Całkiem przypadkiem zjedliśmy bardzo dobry lunch. Może w restauracji poleconej przez kuzyna Mauro jedzenie byłoby lepsze, kto wie, ale La Moline Osteria okazała się smaczna.

Porcje były w porządku: nie za duże, nie za małe, akurat takie, żebyśmy poczuli, że jedliśmy, ale nie żeby zrobić z nas balony na nogach. W wielu miejscach we Włoszech restauracje wciąż chcą cię podtuczyć. Obsługa też była OK – miła i szybka, mimo że restauracja była pełna. Jeśli chodzi o rachunek – na pewno w wielu miejscach można zjeść taniej, zwłaszcza na południu, ale byliśmy w Bolonii, więc myślę, że jak na to miasto (coraz bardziej turystyczne), wcale nie było drogo.

 

Dlaczego La Moline Osteria w Bolonii to dobry wybór

Jeśli więc zgłodniejesz w Bolonii, idź tam bez wahania. Pamiętaj, że są otwarci, gdy wszystkie inne restauracje zamykają kuchnię, co jest ogromnym plusem. A ponieważ restauracja jest całkiem spora, na pewno znajdzie się stolik i dla Ciebie.

 

Jeśli ten post Cię rozbawił, wkurzył albo po prostu przypomniał Ci Twoją ulubioną restaurację– napisz w komentarzu albo na maila. Lubię czytać, co Wy przeżyliście w podobnych miejscach. 

No i  zapisz się na newsletter – raz w tygodniu nowy post (zazwyczaj środy o 18:00). Zero spamu, zero „najpiękniejsze Włochy ever”. Tylko autentyczne wydarzenia, małe cuda i miejsca poza szlakiem. Czekam na Ciebie!

 

error: Content is protected !!

New posts straight to your email. 

Subscribe to the monthly newsletter