Less Touristy Italy
Eat, Discover, Explore

A blog for those who don't like beathen paths.
An Improvised Day in Abruzzo

Abruzja w grudniu: Zamknięte Drogi, Puste Cocullo i Pokój Nietoperzy Bez Nietoperzy

Trzeciego dnia naszej wyprawy do Abruzji w grudniu o poranku stwierdziłam, że moje kolano przybrało śliczny kształt małego balonika (szkoda, że nie zrobiło się kolorowe). Irytujące i niewspinaczkowe, ale na szczęście wciąż mogłam chodzić. I chodziłam; musieliśmy tylko zmodyfikować naszą listę „do zobaczenia”.

Zmiana planów

Z powodów kolanowych odpuściliśmy sobie stojący na górze zamek w Popoli; w zamian wybraliśmy Sorgenti del Pescara – zielono-turkusowy odcinek rzeki w całkiem przyzwoitym parku z ławkami i ścieżkami.

 

 

Poza malowniczą rzeką w oczy wpadły mi kolonie dziwnej rośliny rosnącej gdzie się tylko dało. Wyglądająca jak rachityczna krzyżówka świerku z pnącym groszkiem wg internetu pochodzi z Anglii, czyli we Włoszech jest niejako nielegalnym imigrantem.

 

Sorgenti del Pescara – droga donikąd i dziwne rośliny

Ścieżka wzdłuż rzeki była zamknięta, ale po drugiej stronie była szeroka droga. Chcieliśmy zobaczyć, dokąd prowadzi; po 15 min spaceru okazało się, że donikąd. Zawróciliśmy.

Wzdłuż drogi donikąd rosły kolejne „dziwaki” — lubię rośliny i zawsze wypatruję tych, których nie znam; przychodzi mi to bez trudu, bo specjalistką od zieleni nijak nie jestem. W każdym razie przydrożne cudaki to delikatne drzewka, albo może bardziej rozrośnięte krzaki z maleńkimi różowymi kwiatkami. Drzewka nie miały liści, więc może to nie były kwiaty, tylko „coś”. Z niektórych „cosiów” wystawały żółte kulki i wyglądało to naprawdę fajnie.

Sorgenti del Pescara to moim zdaniem nie jest miejsce, w którym można się zakochać, ale jest na tyle ładne, że warto tam zajrzeć, zwłaszcza gdy masz ochotę na dzień na łonie grzeczniejszej natury.

 

Cocullo – puste ulice i festiwal węży

Campo Imperatore wciąż nie dawało nam spokoju, więc postanowiliśmy sprawdzić, czy inna, nieco dłuższa droga jest otwarta. Zjeżdżając nieco z głównego szlaku, zatrzymaliśmy się w Cocullo – maleńkiej miejscowości ładnie wyglądającej z daleka. Miałam też nadzieję, że będzie tam toaleta – brak takowych to często poważny problem podczas jazdy przez góry Abruzji. I nie, często nie ma opcji zatrzymania się na poboczu w celu pójścia za potrzebą.

Toalety w Cocullo były zamknięte, ludzie w domach zresztą też; na ulicy nie było żywej duszy, poza próbującym szczekać miniaturowym pieskiem. Dźwięki, które wydawał, były niższe niż jego wzrost – gdybym na niego nie spojrzała, w życiu nie zgadłabym, że to mnie próbuje obszczekać.

 

 

 

Tak jak wiele miasteczek w tym regionie, Cocullo zostało dotknięte trzęsieniem ziemi. Miało ono miejsce sporo lat temu, ale wygląda na to, że Cocullo wciąż nie podniosło się po tym wydarzeniu i powoli umiera. Niestety, taki los często spotyka te malutkie miejscowości, które z czasem zamieniają się w miasta-duchy. Mimo to mieszkańcy Cocullo wciąż organizują bardzo stary Festiwal Łowców Węży (Festa dei Serpari di Cocullo). Odbywa się on 1 maja i polega na obwieszaniu siebie i figur wężami; podejrzewam, że w Cocullo jest tego dnia tłoczno. Drugim moim podejrzeniem jest to, że turyści wpadają tu tylko na festiwalową procesję i wyjeżdżają bez noclegu; są tu tylko dwa B&B.

 

 

Poza tym w Cocullo nie ma zbyt wiele do zobaczenia, nie mogliśmy nawet napić się kawy. Ale co mi się tam podobało, to duża ilość starych drewnianych drzwi; są one niemal w każdym domu, więc jeśli, tak jak ja, namiętnie je fotografujesz, to Cocullo to miejsce do odwiedzenia.

 

Znowu zamknięta droga – i niespodziewany korek w Abruzji

Okazało się, że również druga droga do Campo Imperatore była zamknięta, ale z powodu wypadku, a nie śniegu. Jak pech to pech, więc Scanno miało być naszym następnym przystankiem. Nie wiem, co się stało, ale zazwyczaj raczej puste górskie drogi w Abruzji były tego dnia dość ruchliwe. Skąd się wzięli ci wszyscy ludzie? Jechaliśmy bardzo krętą jezdnią, najwidoczniej z przodu ktoś wybrał się na spacerek samochodem, wlokąc się niemiłosiernie i tworząc korek. W Abruzji! Dlatego ominęliśmy Scanno, które zresztą widzieliśmy już dwa razy, i pojechaliśmy do Villetta Barrea.

 

Villetta Barrea zimą

Villetta Barrea to również miejsce, które już wcześniej odwiedziłam; wówczas z nadzieją, że zobaczę niedźwiedzia — okazjonalnie pojawiają się one w parku w Barrea i w pobliżu domów, gdzie łatwo o jedzenie. Oczywiście nie teraz; jest zima i porządne misie powinny hibernować, ale nawet w tym okresie w parku można spotkać sarny i jelenie. Tym razem nie interesowały nas dzikie zwierzęta; chcieliśmy po prostu zjeść lunch i przypomnieć sobie, jak wygląda miasteczko.

 

 

Polowanie na lunch w Barrea

Była po 15:00; nieliczni mieszkańcy leniwie spacerując po borgo spalali kalorie, a my biegaliśmy tu i tam, próbując znaleźć otwartą restaurację. Nie jest łatwo zjeść lunch o takiej porze w miejscach takich jak Barrea. Znaleźliśmy bar z kanapkami (nie chciałam kanapek), aż w końcu zniechęceni zeszliśmy po schodach w bramie i znaleźliśmy otwartą restaurację. I jak tu nie wierzyć w cuda? Restauracja w borgo była całkiem OK; bardzo smakowała mi zupa.

 

 

 

Zamek w Barrea – ruiny, Bat Room i groźna pani

Najedzeni, ale nie przejedzeni, wałęsaliśmy się po wąskich uliczkach, wskoczyliśmy do/na  Belvedere Mary Anne Campana (fajny widok stamtąd), aż dotarliśmy do zamku. Jak w przypadku wielu włoskich zamków, były to malownicze ruiny, ale że bilet wstępu kosztował zaledwie 2 euro, uznaliśmy, że to uczciwa cena za ich obejrzenie. Z tym samym biletem można zobaczyć Salę Nietoperzy i muzeum Cywilizacji Safini, o ile dobrze pamiętam. Ruiny to ruiny; w Barrea są duże i przyzwoicie zachowane, i rozciąga się z nich bardzo ładny widok.

 

 

 

Sala (Pokój) Nietoperzy ma obiecującą nazwę, ale nie uświadczysz w niej nawet tyciego nietoperza, a co dopiero ich gromady. Drugi raz się na to nabrałam – kilka lat temu wdrapałam się po schodach po to, żeby się rozczarować. No i właśnie sobie o tym przypomniałam. Sala Nietoperzy to pokój z krzesłami i ekranem, na którym odtwarzany jest film, być może nawet o nietoperzach. Właściwie powinno się to nazywać Salą Wideo, ale wtedy nikt by tam nie zajrzał. A tak zawsze się znajdzie jakaś naiwna duszyczka, która wpadnie tam z wizytą.

Muzeum nie zwiedziliśmy, ponieważ pracująca tam bardzo wiekowa pani wyglądała tak, jakby chciała nas zamordować za fakt pojawienia się w drzwiach. Rozumiałam ją. Było niedzielne popołudnie, wszyscy ucinali drzemkę, a ona była w muzeum. Może po prostu była tam eksponatem. Tak czy inaczej wyraz jej twarzy skutecznie zniechęciła nas do oglądania safinickich zabytków.

Czy warto odwiedzić Villetta Barrea w zimie?

Czy warto odwiedzić Villetta Barrea? Moim zdaniem tak. Borgo jest całkiem duże i ładne, w Sali Nietoperzy nie ma nietoperzy, ludzie wykrzywiają się na twój widok. Można też zobaczyć jelenia, a może nawet niedźwiedzia, o ile nie śpi. Ale serio – tak, jedźcie do Barrea. To urocze miasteczko, malowniczo położone nad pięknym błękitnym jeziorem, otoczone górami z mnóstwem szlaków turystycznych, a także dużym parkiem odwiedzanym przez dzikie zwierzęta. Zdecydowanie warto zatrzymać się tam na kilka dni. Lubię Barreę.

Koniec zimowego weekendu w Abruzji

I to był ostatni przystanek w Abruzji podczas naszego zimowego weekendu. Potem zatrzymaliśmy się tylko na kawę po drodze, a później w Manfredonii. Campo Imperatore, które tym razem uparło się, żeby go nie odwiedzać, zobaczę wiosną, gdy kwitną krokusy, a po zielonych wzgórzach galopują dzikie konie.

 

Jeśli ten post Cię rozbawił, wkurzył albo po prostu przypomniał Ci Twoją własną wpadkę – napisz w komentarzu albo na maila. Lubię czytać, co Wy przeżyliście w podobnych miejscach. 

No i  zapisz się na newsletter – raz w tygodniu nowy post (zazwyczaj środy o 18:00). Zero spamu, zero „najpiękniejsze Włochy ever”. Tylko autentyczne wydarzenia, małe cuda i miejsca poza szlakiem. Czekam na Ciebie!

error: Content is protected !!

New posts straight to your email. 

Subscribe to the monthly newsletter