Cześć!
Mam trochę ponad 50 lat i mieszkam we Włoszech z wyboru… i trochę z przypadku.
Po latach życia w Polsce, Grecji, na Cyprze i w Szkocji utknęłam w Apulii z Mauro — moim włoskim partnerem.
Lubię miejsca poza oczywistymi szlakami, góry, przyrodę, dobre jedzenie (niekoniecznie gotowanie) i odkrywanie Włoch takich, jakimi są naprawdę — pięknych, chaotycznych, czasem wkurzających.
Piszę tylko o miejscach, w których byłam. Bez lukru, bez udawania.
Jeśli lubisz Włochy Off Path, to jesteś u siebie.
Ostatnie Posty

La Moline Osteria Bolonia – lunch otwarty cały dzień (szczera recenzja)
Spacerując po Bolonii można zgłodnieć; przynajmniej my tak mieliśmy. Kuchnia w restauracji poleconej przez kuzyna Mauro była już zamknięta, ale jej właściciel uprzejmie zasugerował pobliski, otwarty przez cały dzień lokal. W odpowiedzi na moje pytanie, czy jedzenie jest tam dobre, stwierdził: „Pasta na pewno, biorą ją od nas”. Głodni i nie mając o tej godzinie wyboru, postanowiliśmy wypróbować La Moline Osteria, która była zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej.

Triest zimą: bora, Mary Poppins i dlaczego brzuch to super moc
Jak dojechać do Triestu (i dlaczego obrazilimy się na zamek)
Do głowy by mi nie przyszło, że mogę żałować, że nie jestem okrągła. A jednak. Triest, miasto słynące z szalonego wiatru (bora) dmuchającego czasem 170 km/h – z chudziaków robi fruwające Mary Poppins, a średnich, jak ja, wbija w chodnik. Właściwie sami wbijamy stopy w podłoże, żeby nie dać się ponieść w niechcianym kierunku.

Abruzja w grudniu: Zamknięte Drogi, Puste Cocullo i Pokój Nietoperzy Bez Nietoperzy
Trzeciego dnia naszej wyprawy do Abruzji w grudniu o poranku stwierdziłam, że moje kolano przybrało śliczny kształt małego balonika (szkoda, że nie zrobiło się kolorowe). Irytujące i niewspinaczkowe, ale na szczęście wciąż mogłam chodzić. I chodziłam; musieliśmy tylko zmodyfikować naszą listę „do zobaczenia”. Z powodów kolanowych odpuściliśmy sobie stojący na górze zamek w Popoli; w zamian wybraliśmy Sorgenti del Pescara.

Abruzja zimą: Lago San Domenico, średniowieczne borgo i zamknięte drogi.
Następny dzień zaczęliśmy od zwiedzenia dwóch kościołów i zamku w Bominaco. Po drodze patrzyłam na góry i myślałam, że Abruzja zimą byłaby lepsza z większą ilością śniegu, ale z drugiej strony wiele dróg byłoby zamkniętych. No i było.
Oratorium San Pellegrino i stojący kilka metrów wyżej kościół Santa Maria dei Assumptioni

Weekend w Abruzzo – dzień 1: Sulmona, konfetti i Popoli
Chyba już wspomniałam, że kocham Abruzję. Pewnie tak, ale jeszcze powtórzę: dla mnie Abruzja to numer 1 we Włoszech. Dlatego też skakałam z radości kiedy jechaliśmy tam ponownie, mając nadzieję na góry w śniegu. Śniegu nie było; były za to ładne miasteczka, zamknięta droga i zupa. I inne niespodzianki.

Festiwal wina Bisceglie – Calici nel Borgo Antico: 16 win, jedzenie i włoski chaos
Nigdy w życiu nie pomyślałam, że w mniej więcej 4 godziny wychylę/spróbuję 16 kieliszków różnych win. Ale to zrobiłam, przeżyłam i nie miałam kaca. I do tego prawie wszystkie wina mi smakowały. Niesamowite. Jeśli masz nadmiar pieniędzy i tzw. gest, to oczywiście możesz pójść do restauracji i zamówić 16 butelek wina

Molise w styczniu: 2 dni zimą w najmniej znanym regionie Włoch
Kto odwiedza Molise w styczniu? Prawie nikt, bo (może z wyjątkiem Termoli i Campobasso) właściwie mało kto w ogóle odwiedza Molise. A to błąd. W dwa dni w tym najmniejszym regionie Włoch odkryłam góry bez żywej duszy, turkusowe wodospady otoczone bardzo zieloną zielenią i bajkowo-widmowe miasteczka.

Poza utartym szlakiem w Abruzji: Fara San Martino, Zielona Rzeka i Grotta del Cavallone
Myślę, że co najmniej kilka razy wspomniałam, że Abruzja to mój ulubiony region Włoch, więc bardzo się ucieszyłam, gdy znowu tam pojechaliśmy. Tym razem na krótko – tylko dwa dni – ale i tak lepiej niż nic. Zatrzymaliśmy się w Fara San Martino w wielkim apartamencie; był naprawdę duży (w korytarzu można śmiało urzadzac wyscigi), świetnie wyposażony, a do tego z widokiem na góry. Super.