Toskania to region o bardzo kapryśnej pogodzie; wiosną i jesienią (albo późnym latem) często pada. Zimą zresztą też, ale zakładam, że urlop raczej bierzemy latem. Jeśli zwiedzasz tylko stolicę regionu, co robić we Florencji, gdy pada, nie będzie problemem – jest tam gdzie się schować.
Toskania: Co warto zobaczyć, kiedy pogoda płata figle?
To właśnie nam się przydarzyło – lało codziennie. Nasz lista „Toskania co warto zobaczyć” musiała być uaktualniona. Zmieniliśmy więc nasz plan zwiedzania i nadal cieszyliśmy się 4-dniowym pobytem w Toskanii.
San Galgano: Opactwo bez dachu i darmowy parking
W Chiusdino (Val di Merse), w szczerym polu, stoją czerwono-brązowe ruiny (nie aż takie ruiny) opactwa bez dachu, czyli San Galgano. Budynek znajduje się około 30 km od Sieny, więc jest to idealne miejsce na krótką wycieczkę z Sieny. Mniej więcej 300 m od opactwa jest spory darmowy parking, co bardzo ucieszyło Mauro – zawsze zwiedzamy Włochy samochodem i on kocha bezpłatne parkingi.
Budynek opactwa był intensywnie wznoszony przez ok. 70 lat (1218–1288). W międzyczasie cystersi, którzy mieli mieszkać w klasztorze, zaprzyjaźnili się z władzami Sieny i z czasem się tam przeprowadzili. Lokalną społeczność Chiusdino i budowany klasztor zostawili samym sobie. W sumie trudno im się dziwić. Zapewne lepiej było mieszkać w Sienie niż w szczerym polu.
Fascynujące średniowiecze było pełne dziwnych rzeczy, takich jak głód czy zarazy. Obie plagi spadły na Chiusdino; biedujący mieszkańcy nie mieli żadnego powodu (ani pieniędzy), aby utrzymywać budynek należący do Kościoła. Od XIV w. ta gotycka budowla zaczęła podupadać: niektóre części zawaliły się i w taki oto sposób klasztor został malowniczą ruiną.
Obecnie opactwo jest odnawiane z planem stopniowego udostępnienia zwiedzającym wszystkich pomieszczeń. Teraz można zobaczyć skryptorium, kapitularz, pozostałości krużganka oraz wnętrze kościoła.
Ruiny klasztoru robią wrażenie, więc nic dziwnego, że czasami robią za tło w filmach albo odbywają się tam koncerty. Jeśli dobrze pamiętam, można się tam wziąć ślub. W sumie całkiem oryginalne miejsce – gdzie się pobraliście? W ruinach.
Nawet jeśli nie zmieniasz stanu cywilnego, opactwo jest warte odwiedzenia. W takich miejscach zawsze jestem pod wrażeniem talentu i kunsztu budowniczych; szkoda, że (ludzie) tracimy umiejętności manualne.
Łączony bilet do opactwa i pustelni kosztuje 5 euro.
Rotonda di Montesiepi: Prawdziwy miecz w kamieniu jest we Włoszech
Pustelnia Montesiepi, czyli Rotonda di Montesiepi, jest o 100 lat starsza od opactwa. Znajduje się blisko klasztoru na wzgórzu; prowadzi do niej zacieniona ścieżka.
Z pustelnią związana jest legenda, a raczej nie legenda, bo bazuje na średniowiecznych faktach. I jak wierzą Włosi, ich legenda o „Mieczu w kamieniu” jest równie fascynująca jak historia króla Artura i Excalibura. Na pewno jest bardziej pokręcona, chociaż nie jestem pewna. U Artura była baba z jeziora, a w tej jest koń-jasnowidz.
Bohaterem włoskiej historii jest Święty Galgano Guidotti. Zanim jednak poszedł do nieba, był rycerzem hulaką – jak wielu jemu podobnych w średniowieczu, spędzał czas na hulankach i łajdaczeniu się. I tak było do momentu, kiedy we śnie zobaczył Archanioła Michała. To był przełom – pod wpływem snu postanowił całkowicie odmienić swoje życie. Galgano zaczął od snów – były wyłącznie święte w nocy; towarzyszyły temu święte zwidy na jawie. Może był to efekt niezbyt zdrowego trybu życia; zresztą reszta historii brzmi, jakby Galgano używkami nie gardził.
Pewnego dnia nawiedzony rycerz zobaczył boskiego posłańca, z którym poszedł na spotkanie z Dwunastoma Apostołami na wzgórzu Montesiepi. Apostołowie powiedzieli mu, że święte sny to za mało. Radykalną zmianę życia przyniesie zostanie pustelnikiem i zbudowanie domu na chwałę Boga, Matki Boskiej i apostołów.
Galgano uznał pomysł życia w samotności za kuszący i zaczął szukać miejsca na pustelnię. A ponieważ człowiek, który spotyka Apostołów, nie może tak po prostu znaleźć byle miejsca na pustelnię, to zadanie powierzył swojemu koniowi. I może na szczęście, bo koń w poszukiwaniu specjalnego miejsca nie polazł w wysokie góry, jak mieli to w zwyczaju eremici. Zwierzę, a za nim Galgano, poszło do Montesiepi. Tam koń stanął w miejscu i nie chciał się ruszyć. Galgano uznał wybór miejsca za mistyczne doświadczenie i został pustelnikiem.
Święty Galgano Guidotti: Od rycerza hulaki do średniowiecznego celebryty
Na znak wyrzeczenia się dawnego życia wbił swój rycerski miecz w ziemię – symbolizowało to krzyż Chrystusa. Wieści o nowym pustelniku szybko rozeszły się po okolicy; pielgrzymi tłumnie przybywali do Montesiepi, prosząc o modlitwy i cuda. Pewnego dnia, pod nieobecność Galgano, ktoś złamał miecz. Galgano umieścił go w bardziej solidnej podstawie: głazie Montesiepi, tym samym, w którym znajduje się obecnie. Dziś miecz (Spada nella Roccia) średniowiecznego celebryty jest chroniony szklaną osłoną.
W okrągłym budynku pustelni znajduje się sklep, w którym można kupić ręcznie robione lokalne produkty i fajne herbatki ziołowe.
Frosini: Autentyczna maleńka toskańska wioska
Aby zobaczyć mniej znane miejsca w Toskanii, takie jak Frosini, trzeba rozglądać się wokół siebie, a nie tylko wpatrywać w smartfona.
W taki właśnie sposób w drodze do opactwa zobaczyliśmy budynki na wzgórzu – postanowiliśmy je sprawdzić. To mini-wioska Frosini – w 2001 roku mieszkało tam 45 osób. Nie wiem, ile mieszka tam teraz, ale prawdopodobnie jeszcze mniej.
To maleńkie borgo jest stare — pierwsza wzmianka o zamku Frosini pojawiła się w 1004 roku. Oprócz pozostałości zamku, Frosini ma kilkanaście fajnych kamiennych budynków pięknie porośniętych winoroślą, malowniczą studnię, ogród, pomnik, zamknięty kościół i legendę.
Według niej, w XIV wieku Frosini nawiedził duch, zapowiadając epidemię dżumy. W ciągu kilku miesięcy od jego wizyty wszyscy wredni mieszkańcy zamku zmarli. Niestety, epidemie traktują wszystkich równo, więc epidemia nie oszczędziła również mniej wrednych mieszkańców – mieszkańcy okolicznych wiosek również zeszli z tego świata. Tylko jeden człowiek przeżył zarazę; ukrył się w twierdzy na kilka lat i zarazki go ominęły.
W miasteczku są dwa hotele, więc mimo niewielkich rozmiarów Frosini wydaje się przyciągać turystów chcących zobaczyć autentyczne toskańskie wioski. Wydaje mi się, że to urokliwe i bardzo toskańskie miejsce może być całkiem dobrą bazą na weekend. To Toskania bez turystów – i mimo że we Frosini nie ma prawie nic do zobaczenia (w tradycyjnym znaczeniu), to miejsce oferuje spokój, maleńką lokalną społeczność, kawę i autentyczność. To czasem jest więcej warte niż popularne zabytki.
Monteriggioni: Borgo na 10 minut (i dlaczego to wystarczy)
Monteriggioni — z daleka bardzo ładnie wyglądające borgo — było punktem naszej kolejnej wizyty. „Wizyta” to duże słowo; wpadliśmy- brzmi lepiej, bo spędziliśmy tam może 10 minut. Polecane (w internecie) jako niezwykłe, „ukryta perełka” i inne tego typu, Monteriggioni to po prostu raczej przereklamowane borgo. Pełne ludzi; część z nich udających- sądząc po minach- że są Monteriggioni zachwyceni. Widziałam znacznie piękniejsze borga, więc spokojnie mogliśmy to pominąć. Ale ponieważ nasza wizyta była naprawdę krótka, nie miałam czasu się rozczarować i 'rozpaczać’, że zmarnowaliśmy czas.
Colle di Val d’Elsa: Co warto zobaczyć na trasie między Sieną a San Gimignano?
Jadąc do następnego miejsca, mniej więcej między Sieną a San Gimignano, po drodze zobaczyliśmy mury.
Ciekawi, co się za nimi kryje, zatrzymaliśmy się na kilka minut. Za murami kryje się ładne Colle di Val d’Elsa — bardzo ładne miasto z długą ulicą prowadzącą od głównej bramy do starego miasta.
Nowsza część miasta znajduje się pod murami. W średniowieczu Colle di Val d’Elsa było poligonem niekończących się walk między gwelfami i gibelinami, czyli zwolennikami papieża i zwolennikami cesarza.
Aby uniknąć ciągłych najazdów, miasto zbudowało fortyfikacje – właśnie je zobaczyliśmy po drodze. Oprócz imponujących murów, Colle di Val d’Elsa słynie z produkcji kryształu i szkła szlachetnego. Słynne kryształy z Toskanii są właśnie stamtąd.
Jako że nie mieliśmy czasu, po kilkunastu minutach spaceru wzdłuż Via delle Volte wróciliśmy do samochodu. Colle di Val d’Elsa wygląda zachęcająco, więc mamy zamiar na spokojnie przyjrzeć się miastu w czasie następnej wizyty w Toskanii.
Toskania – co zobaczyć, gdy pada? Przypadkowa wizyta we Florencji
Florencja jest zazwyczaj obowiązkowym punktem wycieczki do Toskanii. Nie chcieliśmy jej odwiedzać; byłam tam kilka razy i nie lubię tłumów. Florencja jest przepełniona turystami. Ponieważ pogoda zrobiła nam dowcip odwołując rafting, odwiedziliśmy 'klejnot’ (ale nie z tych ukrytych) Toskanii z bardzo prozaicznego powodu. Florencja była jednym miastem w okolicach, w ktorym nie lało tego popołudnia.
Florencja jest często wymieniania jako najpiękniejsze miasto we Włoszech. Rzeczywiście, panorama ceglastych dachów, wież i kopuł kościołów oraz rzeki wijącej się między nimi absolutnie robi wrażenie. W mieście jest wiele przepięknych budynków, a ja lubię architekturę. Ale generalnie Florencja mnie nie powala na kolana. Moim zdaniem duzo mniejsza i bardziej snobistyczna Siena jest ładniejsza. No i centrum Sieny nie ma dziwnej mieszanki renesansowych i nowoczesnych budynków, jak jest we Florencji.
Mimo to uważam, że Florencja jest warta odwiedzenia chociażby raz w życiu.
Ponieważ stolica Toskanii jest bardzo znana, nie mam powodu się rozpisywać, co tam zobaczyć.
Bistecca alla Fiorentina: Czy warto wydać 160 euro na steka we Florencji?
Oprócz licznych zabytków, miasto oferuje również (przynajmniej teoretycznie) restauracje ze najwyższej jakości stekami stekami. Wołowina Chianina jest ogólnie uważane za jedną z najlepszych we Włoszech. a jak zapytasz miejscowego – to za najlepszą.
Jako była wegetarianka bardzo unikałam mięsa, ale tym razem postanowiłam sprawdzić, czy w ogóle je lubię. Wybraliśmy Trattoria Dalloste, poleconą przez jednego z lokalsów. Za jego radą zamówiliśmy Bistecca alla Fiorentina – stek 1 kg 300 g dla dwojga. Ponoć taki kawałek jest najlepszy, bo ma wszystko, co powinien mieć stek. Wzieliśmy też wino i sałatę i za wszystko zaplaciliśmy 160 euro. Sporo.
Zjadłam mały kawałek swojej porcji i nie mogłam się zdecydować, czy stek był dobry.
Teraz już bym wiedziała, ale w czasie wizyty w Toskanii po 25 latach niejedzenia zwierząt nie miałam punktu odniesienia. Po prostu nie wiedziałam, jak smakuje dobre mięso, więc mi nie smakowało. Dlatego powołam się na opinię Mauro: stek był pyszny i tak miękki, że rozpływał się w ustach — w przeciwieństwie do byle jakiej wołowiny nie musiał go przeżuwać. Jego zdaniem, jeśli chcesz wydać pieniądzę na dobry stek, Trattoria Dalloste to w porządku miejsce na kolację we Florencji.
Toskania poza szlakiem: Włóczęga po Volterze i widok na Korsykę, którego nie było
Ostatnim miastem, które odwiedziliśmy w nasz 4-dniowy weekend w Toskanii, była Volterra w prowincji Piza. Volterra to malownicze miejsce z bardzo długą historią, sięgającą Etrusków. Etruskie korzenie wpłyneły na to jak wyglada stara część miasta: zwarta zabudowę z wąskimi i krętymi uliczkami niejako podąża za starożytnym obwodem murów etruskich. Zdecydowanie majestatyczne mury mury obronne (V–IV w. p.n.e.) oraz bramy Porta dell’Arco i Porta Diana są nadal widoczne.
Volterra ma także własny Akropol (ciekawe, czy w Atenach to wiedzą) i oczywiście liczne pozostałości rzymskie.
Te kręte uliczki Voltery zachęcaja do włóczenia się, czyli dokładnie tak, jak powinno się doświadczać Toskanii poza szlakiem. Na ogół chodzę szybko, ale czasem również zwalniam żeby obejrzeć ładne drzwi, dziwną roślinę wystającą z muru, albo psa udającego zdechego, żeby nie iść do domu… I Volterra jest jednym z takich miejsc, które mnie zwolniło.
Volterra, podobnie jak Lucca, jest idealnym miejscem, aby cieszyć się wyjątkowym toskańskim klimatem. Wlokąc się noga za nogą dopełzliśmy do punktu z panoramicznym widokiem na wybrzeże. Przy dobrej pogodzie można stamtąd zobaczyć Korsykę. Ale pogoda w Toskanii tym razem nas nie lubiła i nie zobaczyliśmy nic. Moja rada: Nawet jeśli w Toskanii leje, nie siedź w hotelu. San Galgano w deszczu ma lepszy klimat niż w pełnym słońcu.
Kolacja w cieniu więzienia: Rozgotowane trufle i twardy dzik w Volterze
Postanowiliśmy zjeść kolację w Osteria La Pace przy twierdzy Fortezza Medicea ; obecnie to więzienie. Nie sprawdzam opinii na TripAdvisorze; Mauro robi to z pasją i wg. internautów restauracja była świetna, mimo że turystyczna, a takich generalnie unikamy. No i jedna z nielicznych otwartych o tej godzinie.
Grube spaghetti było OK, moje z pomidorami, Mauro – z sosem i mięsem z dzika. Drugie danie składało się z mięsa z czymś (dla Mauro) i ravioli w sosie truflowym. I było… o matko! Mauro wywracał oczami próbując przeżuć mięso; moje riavioli było polane sosem z obślizgłymi truflami. Smakowało to jak gotowane skarpetki. Lubię trufle, ale rozgotowane uważam za niejadalne. Wzięliśmy też sałatę i wino; zapłaciliśmy około 80 euro. Gdyby nie to, że coperto (opłata za nakrycie stołu i serwis) we Włoszech jest automatycznie dodawane do rachunku, na pewno nie zostawiabym tam napiwku.
Oczywiście każdy ma inny gust; przy stoliku obok była grupa Polskich turystów, ktorym jedzenie najwyraźniej smakowało. Wyglądało to zabawnie: oni zachwycajacy sie jedzeniem i my z minami pt ’ co to w ogole jest? Dlatego jezeli podpierasz się TriAdvisor, idz do restauracji, ktora ma dużo włoskich, a nie zagranicznych opinii.
Czy we Włoszech można zjeść paskudnie? Przystanek w Ascoli Piceno i inne kulinarne porażki
Wracając do Manfredonii, zatrzymaliśmy się w Ascoli Piceno w Marche; jeśli dobrze pamiętam, była to moja czwarta wizyta w tym mieście. Tym razem krótka, bo tylko na lunch i lody.
Nie mający włoskich partnerów nie są w stanie wyobrazić sobie, jak długo trwa znalezienie restauracji. Mauro nie może po prostu zjeść w pierwszej lepszej z brzegu. Musi porównać menu z 20 pobliskimi restauracjami , przeczytać opinie (wloskie, rzecz jasna), nie może to być miejsce dla turystów itd. Może inni Włosi nie są tak irytujący, jeśli chodzi o jedzenie, ale wątpię. Oni tak po prostu mają. A kiedy w końcu znajdziemy to coś, bardzo często jest już za późno na lunch, bo kuchnia jest zamknięta. Tak było tym razem (znowu). Więc poszliśmy do Migliore Olive; byliśmy tam 2 lata temu. Restauracja/sklep z oliwkami znajduje się w centrum miasta.
Ascoli Piceno specjalizuje się w oliwkach. Olive all’Ascolana to lokalny przysmak, więc wszyscy jedzą je nadziewane czym tylko się da. W Migliore Olive moża oczywiście kupić oliwki, ale można też zjeść tam inne rzeczy. Ostatnim razem mieliśmy świetny zestaw oliwek, ravioli i czegoś jeszcze, nie pamiętam. Było tanio i smacznie. Teraz było tylko tanio, chociaż nie tak tanio jak kiedyś, ale za to niesmacznie. Oliwki są tam nadal bardzo dobre, ale makaron z grzybami i gnocchi z szałwią były okropne.
Jeśli ktoś uważa, że we Włoszech nie ma paskudnego jedzenia, powinien pójść do Migliore Olive i zamówić coś z menu. Albo do Sieny; nie pamiętam nazwy restauracji z rozgotowano-przesolonym makaronem. Albo w Neapolu w Secondigliano, gdzie uraczono nas spaghetti z zimną salsa pomidorowa z puszki.
Podsumowanie: Volterra i Lucca, czyli gdzie szukać prawdziwej Toskanii
Spacerując po Ascoli pod koniec naszych krótkich wakacji w Toskanii, myślałam o miejscach, które odwiedziliśmy. Toskania to nie tylko widoki z pocztówek, to też deszcz, twarda wołowina i puste uliczki Volterry.
Najbardziej podobały mi się właśnie Volterra i Lucca. Gdybym nigdy nie była w Toskanii, tak właśnie wyobrażałabym sobie ten region. Jeśli naprawdę chcesz go poczuć, to moim zdaniem te dwa miasta są najlepsze aby nawdychać się toskańskiej atmosfery.





