Dlaczego Abruzja to dla mnie numer jeden we Włoszech
Chyba już wspomniałam, że kocham Abruzję. Pewnie tak, ale jeszcze powtórzę: dla mnie Abruzja to numer 1 we Włoszech. Dlatego też skakałam z radości kiedy jechaliśmy tam ponownie, mając nadzieję na góry w śniegu. Śniegu nie było; były za to ładne miasteczka, zamknięta droga i zupa. I inne niespodzianki.
Przyjazd do Abruzzo i góry Majella
Weekend w Abruzzo rozpoczęliśmy meldując się w Popoli. Po drodze, tuż za Molise, na horyzoncie wznoszą się majestatyczne góry Majella – widziałam je setki razy i wciąż patrzę na nie z zachwytem. Ich szczyty były pokryte śniegiem. Ale tylko szczyty.

Apartament, w którym mieszkaliśmy w Popoli, znajduje się w centrum, mniej niż rzut beretem od głównego placu. Fajnie – bo mieliśmy widok na zamek i góry, i niefajnie – była tam jedna irytująca kawiarnia grająca do 2 w nocy ogłuszającą muzykę. To chyba nie był najlepszy sposób na przyciągnięcie potencjalnych klientów. Ale może celem właściciela było nie dać ludziom spać – i to mu się udało.
Sulmona – miasto, które w Toskanii byłoby światowe
Po południu pojechaliśmy do Sulmony – jednego z tych miejsc, które, gdyby znajdowały się w zatłoczonej Toskanii, byłyby słynną na cały świat destynacją.

Ale na szczęście dla mnie (i przypuszczam, że dla samej Sulmony) to wciąż Abruzja bez tłumów, więc na przykład można tam swobodnie chodzić bez obawy, że tłum pociągnie cię w niechcianą stronę.
Sulmona, Owidiusz i cytowanie po łacinie
Sulmona to rodzinne miasto Owidiusza i fantazyjnego konfetti, które mnie zachwyciło – mam na myśli konfetti. Owidiusz zachwyca mnie nieco mniej, ale ponieważ wciąż pamiętam fragment jego „Metamorfoz”, wyrecytowałam go po łacinie, stojąc obok jego pomnika w Sulmonie.
Nikt z miejscowych nie docenił moich umiejętności, co oczywiście jest skandalem, bo mogę się założyć, że niewielu turystów może cytować Owidiusza po łacinie. Albo w ogóle go cytować.
Konfetti z Sulmony – słodycze, które stały się sztuką
Konfetti to tradycyjny rodzaj słodyczy – migdały w cukrowej polewie o różnych smakach, np. limoncello, tiramisu, ricotty itp. W małych woreczkach wręcza się je podczas wszelkiego rodzaju spotkań rodzinnych; są jadalne i całkiem niezłe, jeśli lubisz słodkie słodycze. Ten rodzaj „zwykłego” konfetti nie jest niczym wyszukanym, niedrogim i do kupienia w całych Włoszech, również w Sulmonie. Jednak w tym mieście konfetti stało się sztuką – od XIV wieku w miasteczku wytwarza się cudeńka.

Pokryte kolorową masą cukrową migdały łączy się drucikami, tworząc przeróżne kształty – kwiaty, pszczoły, róże, serca itp. Kupiłam dwa… coś, bo nie wiem, czy figurki to odpowiednia nazwa, ze świątecznej edycji konfetti – bałwanka i piernikowego ludzika; obecnie robią za ozdobę stołu, wystając z kolorowej butelki.
Sklepy produkujące konfetti prezentują swoje słodkie skarby na ulicy – w koszach przed drzwiami, więc Corso Ovidio starego miasta wygląda jak ogród. Bukiety czerwonych migdałowych róż, żółtych słoneczników i czegoś niebieskiego urzekają, dodając nieco wiosennego kolorytu w szare zimowe popołudnie.
Co jeszcze zobaczyć w Sulmonie
Piękne domy na starym mieście Sulmony to mieszanka architektury średniowiecznej, renesansowej i barokowej; dwie budowle naprawdę mnie zachwyciły. Pierwsza to średniowieczny akwedukt – przez jego łuki widać kolejny plac, a nad nim góry Majella (zmieniające kolor na różowawy w ostatnich promieniach słońca).

Drugie miejsce, które bardzo mi się podobało, raczej nie kojarzy się z niczym ładnym, bo to Biuro Informacji Turystycznej. Nigdy nie słyszałam peanów na cześć takich biur. To w Sulmonie jest inne i warto je odwiedzić choćby po to, by zobaczyć super fajne wnętrze bardzo starej apteki (z XVII wieku); w nim właśnie mieści się biuro. A jeśli potrzebujecie jeszcze jednego powodu do odwiedzenia go – pracujące tam panie zakochane w Abruzzo chętnie ci podpowiedzą, co zobaczyć w okolicach
W mieście jest kilka kościołów do zobaczenia. My chcieliśmy odwiedzić katedrę i, o dziwo, drzwi były otwarte (zazwyczaj włoskie kościoły są zamknięte poza mszą), ale w środku było ciemno. Jeden z miejscowych powiedział nam, że ksiądz po prostu próbuje zaoszczędzić na rachunkach za prąd i wieczorem gasi światła.
Centrum Sulmony jest małe, zwarte i naprawdę łatwo się po nim poruszać. Miasteczko jest pełne małych sklepików, kawiarni i restauracji, tworząc tę atmosferę, którą wszyscy kochają we Włoszech.
Wracając do samochodu, ponownie odwiedziliśmy Owidiusza stojącego na cokole. Tym razem nic nie recytowałam – Owidiusz był jak skamieniały, nie było powodu, żeby z nim rozmawiać. Zignorowani, wróciliśmy do Popoli.















